Patron - Zespół Szkół w Roźwienicy

Idź do spisu treści

Menu główne:

SZKOŁA > Gimnazjum

Historia Gminnego Gimnazjum w Roźwienicy


Nasze gimnazjum swoją historię rozpoczęło 1 września 2004 roku.

Tego dnia po raz pierwszy nowy, przestronny i przyjazny budynek przywitał uczniów klas pierwszych, drugich i trzecich.

Uroczystość otwarcia szkoły uświetnili zacni i wspaniali goście - przedstawiciele kuratorium oświaty z Jarosławia, przedstawiciele władz regionu, politycy, rodzice oraz oczywiście uczniowie i nauczyciele.

Szkoła została również poświęcona. Nie zabrakło też symbolicznego przecięcia wstęgi.

A potem zaczęło się szkolne życie - nauka i praca.

W pierwszym roku szkoła zawalczyła o tytuł SZKOŁY Z KLASĄ.

Wspólny wysiłek uczniów i nauczycieli zaowocował tym chlubnym mianem.

Na frontowej ścianie gimnazjum dostrzec można charakterystyczną tablicę z napisem Szkoła z klasą.

Już w pierwszym roku wszyscy pracowali na dobre imię szkoły. Organizowano różne konkursy, przedstawienia teatralne, kiermasze, festyny, które promowały i przybliżały szkołę rodzicom oraz całej społeczności gminy.

Wiele z tych działań ma już swoją tradycję.

Co roku organizowane są Dni Otwarte dla uczniów szkół podstawowych, w czasie których można obejrzeć szkołę, poznać nauczycieli oraz nabrać ochoty na kontynuowanie nauki właśnie w naszym gimnazjum.

Świetnie wyposażona szkoła, przyjazna uczniowi, kompetentni i życzliwi nauczyciele oraz wyrozumiałe panie dyrektor to gwarancja solidnego wykształcenia.

Szkoła dba także o mądrą rozrywkę - organizuje wyjazdy do kina, teatru, filharmonii.

Młodzież może również bawić się na dyskotekach i zabawach.

Kolejny ważny moment w życiu szkoły to otwarcie nowoczesnej sali gimnastycznej, która gwarantuje rozwój sprawności fizycznej.

Uroczystość miała miejsce we wrześniu 2006 roku, a uświetnili ją dostojni goście - przedstawiciele władz regionu, politycy, księża z pobliskich parafii, uczniowie i rodzice.

Wszyscy uczestnicy uroczystości złożyli historyczne podpisy na specjalnej piłce, która jest osobliwą pamiątką tych wydarzeń. Sala jest dumą gimnazjum.

Nie mniejszą dumą jest pracownia językowa, która, dzięki najnowszym rozwiązaniom technicznym, daje młodzieży szansę efektywnej nauki języków obcych.


Patron


Mieli po kilkanaście lat, a nawet mniej. Zamiast zabawy w ciepłym, przytulnym pokoju wybrali nocne warty, służbę w okopach w śniegu i błocie. Bez rodziców, samotnie czuwali z karabinem w ręku na placówkach. Lwowskie orlęta - ukochane dzieci swego miasta. Na ich grobach na cmentarzu Orląt zawsze leżą kwiaty i palą się znicze. Do nieba płynie modlitwa za bohaterów, którzy zginęli za Polskę.

Lwów był prastarym polskim i katolickim miastem, urzekająco pięknym, bogatym w zabytki, dzieła sztuki i ducha. Miastem semper fidelis - zawsze wiernym, które najdzielniej broniło Polski. Lwów nigdy się nie poddawał. O jego mury rozbijały się najazdy Tatarów, Turków... Żyli tu obok siebie w zgodzie Polacy i Ukraińcy, szanując się nawzajem. Tak było do 1 listopada 1918 r.

Tego dnia rano lwowiacy obudzili się jakby w innym mieście: Ukraińcy zajęli Lwów. Zaskoczeni Polacy natychmiast podjęli obronę. Niestety, nie mogli liczyć na szybką pomoc z innych części kraju, bo wtedy jeszcze nie było niepodległej Polski. Musieli więc sami się zorganizować. Nikt nie miał wątpliwości: trzeba odzyskać Lwów dla Polski! To nic, że mieszkańcy mieli niewiele broni, a jeszcze mniej doświadczenia, jak się z nią obchodzić. Najważniejsze, że były gorące serca pałające miłością do Ojczyzny. Ponieważ dorośli przebywali na innych frontach - wciąż trwała pierwsza wojna światowa - w zaszczytnym obowiązku walki o wolność i niepodległość postanowili zastąpić ich najmłodsi mieszkańcy Lwowa.

Do szeregów obrońców pospieszyły lwowskie dzieci, nazwane Orlętami. Dumne i wolne jak te królewskie ptaki. To oni rzucili hasło: Nie damy Lwowa! Ten pomysł mógł wydawać się szalony: dzieci miały zmierzyć się z zaprawionymi w bojach żołnierzami ukraińskimi, świetnie uzbrojonymi, z doświadczonymi dowódcami. Czy to się mogło udać? Tak, bo Orlęta oddały swoje życie Panu Bogu, jedynie w Nim pokładając ufność i nadzieję. Zanim młodzież polska wzięła do ręki broń, udała się do jednego z kościołów. Chłopcy i dziewczęta gorąco modlili się, by Pan Jezus przyjął ich ofiarę z samych siebie w zamian za uwolnienie Lwowa. Czy Niebo może odmówić takiej prośbie? Nie. Za taką ofiarę Pan Bóg zsyła wielkie łaski, daje moc, która jest ponad karabiny i armaty. Tak było i tym razem.

Uczniowie, studenci tłumnie pospieszyli w szeregi obrońców. Poszli uczniowie w mundurkach szkolnych, studenci, ale także słynne lwowskie batiary - dzieci ulicy od najmłodszych lat zarabiające na chleb. Wesołe to, płatające psikusy i zawsze radosne towarzystwo. Wszędzie ich było pełno. Po kryjomu wymykali się z domów, nie pytając rodziców o zgodę. Jeszcze niedawno sami bawili się ołowianymi żołnierzykami, z wypiekami na twarzy czytali o polskich bohaterach - rycerzach, hetmanach, wodzach. A teraz sami stanęli w obronie ukochanego miasta.

Najmłodszy obrońca Lwowa miał 9 lat, siedmiu - po 10, trzydziestu trzech - po 12, siedemdziesięciu czterech - po 13, stu dwudziestu siedmiu - po 14, sześciuset czterdziestu jeden - po 15-16, i pięćset trzydziestu sześciu - po 17 lat. Jurek Bitschan - 14 lat. Symbol wszystkich Orląt - i tych znanych z nazwiska, i tych bezimiennych. Wychodząc z domu, napisał: "Kochany Tatusiu, idę dzisiaj zameldować się do wojska. Chcę okazać, że znajdę na tyle siły, by móc służyć i wytrzymać. Obowiązkiem moim jest iść, gdy mam dość sił, a wojska brakuje ciągle do oswobodzenia Lwowa. Z nauk zrobiłem już tyle, ile trzeba było. Jerzy".

Walczył w pierwszym szeregu. Został trafiony dwiema kulami na cmentarzu Łyczakowskim, tuż przed nadejściem odsieczy dla Lwowa. W tym samym czasie mama Jurka walczyła na innym odcinku jako komendantka Ochotniczej Legii Kobiet. Tadzio Jabłoński - 14 lat. On też uciekł z domu, by dołączyć do obrońców Lwowa. Bił się jak bohater. Szedł zawsze w pierwszym szeregu, nawet bez rozkazu, gdyż jak mówił kolegom, "chciałby być jak najbliżej mamy", która została w części miasta zajętej przez Ukraińców. Już nigdy jej nie zobaczył na ziemi. Zginął od kuli 18 listopada. Antoś Petrykiewicz - 13 lat. Był uczniem drugiej klasy gimnazjum. Walczył na Górze Stracenia - na placówce szczególnie mocno atakowanej przez wroga. A potem poszedł ze swoim dowódcą bronić Persenkówki. Tam został ciężko ranny. Zmarł po trzech tygodniach cierpień w szpitalu.

Obok chłopców - dziewczęta. Helenka Grabska - uczennica, poległa razem ze swoim bratem Jankiem. Janeczka Prus-Niewiadomska zginęła, ratując rannego żołnierza.

Orlęta nie tylko walczyły ramię w ramię z dorosłymi. Były doskonałymi łącznikami - przenosiły meldunki, rozkazy, sprawdzały pozycje wroga. Dzięki ich odwadze i męstwu odzyskano najpierw część miasta, a 23 listopada, po nadejściu odsieczy, cały Lwów. Jako jedyne miasto w Polsce został odznaczony orderem Virtuti Militari - za niespotykane męstwo i dzielność. Poległym w walce Lwowskim Orlętom Polacy wystawili przepiękny cmentarz, z rzędami jednakowych mogił, z kolumnadą, przez którą biegnie napis: "Polegli, abyśmy żyli wolni". Bezimienne Lwowskie Orlę spoczywa natomiast w Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie, wzniesionym w hołdzie wszystkim obrońcom Ojczyzny.


Sztandar

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego